Dłuższa praca nie musi boleć

Szanowny Panie Profesorze!

Tak się składa, że elementarna wiedza o statystyce nakazuje z uwagą śledzić co z niej wynika i używać np. średniej wieku ze zrozumieniem co ona obrazuje. Pan i Pańska fanka b.wiceminister Pani Chłoń-Domińczak popadacie w chciejstwo a nie w realną i rzetelną analizę produktów GUS. Ten ostatni też się ostatnio często myli (wide ostatni Spis Ludności Polski). Mówi Pan o zastępowaniu pracy fizycznej maszynami (robotyzacja, automatyzacja itd.), ale zapomina Pan, że również znacząca część pracy umysłowej może w tej rewolucji technologicznej ulec zastąpieniu przez maszyny (wide banki, ubezpieczenia, sprzedaż internetowa itp.). Proszę równiez pamietać o tym, że w Pańskich prognozach i GUS-u czy ZUS-u również nie ma możliwości wiarygodnego oszacowania wpływu np. rewolucji nanotechnologicznej na wzrost lub spadek zatrudnienia w krajach rozwinietych. Dotychczasowe pomysły twórców reformy opierały się o prognozy rozwoju kraju zdominowanego przez tradycyjne rolnictwo (przede wszystkim subsytencyjne – blisko 50% gospodarstw rolnych to mniej niż 5 ha) jak i gwałtowny spadek miejsc pracy w mało wymagających gałęziach przemysłu co do kwalifikacji robotników (przemysł wydobywczy, włókienniczy i handel). Zapomina Pan o zróżnicowaniu przestrzennym sredniej długosci życia w Polsce. Oznacza to, że budowanie o tę wartość modelu emerytalnego doprowadzi do sytuacji, gdzie np. w łódzkim bedzie to tylko 4-5 lat po ukończeniu przez mężczyznę 67 lat. Wiadomo, że znalezienie lepszego jest trudniejsze od kontynuacji dotychczasowego, ale na tym polega rola odpowiedzialnego naukowca. Życze Panu i współpracownikom trochę wysiłku umysłowego dla ogarnięcia złożoności problemu i pozbycie się „uczucia ojcostwa” reformy emerytalnej, która tak naprawdę jest dopiero na początku i jest jeszcze czas na korygowanie popęłnionych w 1998 roku błędów. Powodzenia!